Wyspa zamkowa

 

Mity i legendy są niezwykle ważne dla naszej cywilizacji. Powstawały niemal od początków istnienia ludzkości. Kreowano je, aby lepiej zrozumieć świat i wyższy sens życia. W swojej historii ma je każdy powiat, każda gmina i każde miasto. Powiat ełcki nie jest od tego wyjątkiem. Na jego terenie istnieje wiele miejsc, z którymi związane są legendy. 


PODZIEMNY TUNEL POD JEZIOREM EŁCKIM

Było to dawano temu, kiedy wojska szwedzkie panoszyły się w Polsce, wspomagane m.in. przez najemników tatarskich. Po bitwie pod Prostkami Tatarzy agi Gazy Subana zaatakowały Ełk. Miasto zostało splądrowane, spalone a ludzi wzięto w jasyr.

Część mieszkańców zdołała ukryć się na zamku ełckim, zanim Tatarzy przypuścili atak na miasto. Byli tam bezpieczni, ponieważ most wiodący do zamku spalono w obliczu zagrożenia, a innej możliwości dotarcia do zamku suchą stopą nie było. Martwili się jednak losem tych, którzy dostali się do tatarskiej niewoli.

Nastał wieczór. Tatarzy rozbili obóz w lesie na pobliskim wzgórzu. Żołnierzom wydano świąteczne przydziały kumysu; zwycięstwo po Prostkami i sukces odniesiony w Ełku należało uczcić. A potem wszyscy zasnęli i spali kamiennym snem.

Wtedy to z zamku ruszyła pomoc dla ełczan wziętych w jasyr. Podziemnym przejściem przedostali się na stały ląd. Więźniów znaleźli tuż przy tatarskim obozie. Razem z nimi sprawnie przedostali się podziemnym przejściem do zamku.

Wielka była radość na zamku po szczęśliwym zakończeniu akcji oswobodzenia tatarskich więźniów. A Tatarzy dotąd nie wiedzą co się wtedy stało i opowiadają sobie legendy, każda bardziej niesamowita od drugiej.

Źródło: www.zamki.pl

 

GÓRA "CIBORKA"

Skomack Wielki to wieś położona w gminie Stare Juchy. Powstała w 1499 roku. Rudolf von Tippelskirchen, komtur ryński, nadał 30 listopada 1499 roku Janowi Grabnikowi 68 włók na prawie chełmińskim celem założenia wsi czynszowej Skomack (Skomantken) nad jeziorami Czarne, Tałto, Milusze i Druglin. Nazwa wywodzi się od imienia wodza Jaćwingów Skomanda, który po klęsce Jaćwieży przeszedł na służbę do Krzyżaków. W 1517 roku istniały tam dwie karczmy i młyn. W 1939 roku wieś liczyła 815 mieszkańców. Po mazursku nazywała się Skomatzko, niemiecku Dippelsee później po polsku Skomack Wielki. Po Mazurach w Skomacku zostało bardzo dużo książek pisanych niemieckim gotykiem. Większość ksiądz kazał spalić. Zachowały się nieliczne, w większości w prywatnych domach.

Najciekawszym miejscem we wsi  jest góra potocznie zwana “Ciborką”. Legenda o jej powstaniu jest następująca:

W latach dawnych, gdy ludzie nie znali zła, żyła kobieta piękna i mądra. Wielu chłopów podziwiało jej urok, lecz ta w miłość nie wierzyła i serce z kamienia miała. Każde zalety, ku niej skierowane oddalała. Dnia pewnego, gdy życie płynęło naturalnie, wieś odwiedził mężczyzna młody, o zniewalającej urodzie. Wszelakie panny go pokochały. Gdy doszło do spotkania damy o sercu z kamienia i chłopa młodego, serce jej się roztopiło, oszalała z miłości, choć go nie znała, oszalała choć serce zimne miała. Mężczyzna dziewki nie kochał , za innymi się uganiał, a ta choć oszalała, co wieczór na górze stawała i o ukochanego pytała. Krzyk rozpaczy się roznosił, ból, cierpienie, żal. A ta chora z miłości, osłabła i zginąć musiała. Dnia każdego, kto wyjdzie w wieczór deszczowy, słyszy jak dama: Mój ci on, mój!! krzyczy.

Ludzie od nawoływań  panny nazwali górę Ciborką, nikt nie wie dlaczego.

Na podst. opracowania A. Szymańskiego

 

MOST WESTCHNIEŃ

W połowie ubiegłego wieku mieszkał w Ełku pewien krawiec, który miał piękną córkę Martę. Zmarł on wcześnie, nie pozostawiając po sobie dużego majątku, matka i córka były więc zmuszone udać się na wieś, gdzie życie było tańsze. Wybrały wieś Niedźwiedzkie. Tam Marta wykształciła się na zdolną krawcową. Miała miłe usposobienie, była dobrze wychowana, stąd wszyscy wokoło bardzo ją lubili. Miała tyle zamówień, że mogła utrzymać i matkę, i siebie na dostatnim poziomie. Matka, jak to było wtedy w zwyczaju, wydobywała torf u jednego z gospodarzy wsi. Był to kiedyś jedyny, poza drogim drewnem, materiał opałowy w naszych stronach. Pewnego dnia również Marta wybrała się na bagnisko, aby wydobyty poprzedniego dnia torf ułożyć dla przesuszenia w odpowiednie sterty. Na pobliskiej działce ujrzała torf suchszy od własnego. Na potwierdzenie przyniosła matce do pokazania dwie kostki tego torfu. Zapomniała jednak odnieść go z powrotem. Martę oskarżono o kradzież i ukarano karą więzienia. Biedna dziewczyna przejęła się wyrokiem tak bardzo, że w rozpaczy pobiegła nad rzekę i z mostu kolei biegnącej do Prostek rzuciła się w toń wody, znajdując tam natychmiastową śmierć. Niedługo potem wybudowano w Ełku koszary wojskowe i po to, aby móc łatwiej docierać na poligon ćwiczeniowy, żołnierze wybudowali obok mostu kolejowego wąski, drewniany mostek dla ruchu pieszego. Służył on też mieszkańcom Ełku do przekraczania rzeki w czasie spacerów do pobliskiej Szyby. W czasie wietrznej pogody słyszano tu wzbudzane przez wiatr przeraźliwe jęki i westchnienia. Tak cierpiała dusza biednej Marty. Stąd w tradycji ludowej mostek ten nazwano "Mostem Westchnień”.  Tak zwany Most Westchnień istniał w Ełku naprawdę. Przy okazji pogłębiania koryta rzeki Ełk w połowie lat 60-tych. można było oglądać wbite w dno rzeki szczątki pni drewnianych, na których wznosił się ów most. Były oddalone ok. 10-20 metrów od mostu kolejowego po stronie ówczesnej roszarni i podnóża nasypu kolejowego biegła od tego mostu polna droga, która wychodziła przy bramie roszarni. Od początku lat 70, zaczęto zasypywać mokradła rozciągające się po tej stronie nasypu kolejowego i stąd wszelki ślad po ówczesnej drodze zaginął, a wraz z tym jakakolwiek sugestia, że w tamtych okolicach mógł się znajdować most.

Na podst. opracowania A. Szymańskiego

 

GOLUBIE - DOLINA KAROLINY

Golubie, założone w 1440 r. przez Jakuba Rogalę z Mazowsza, są najstarszą wsią mazurską w gminie Kalinowo. Jedną z większych atrakcji tego regionu jest zespół pałacowo-dworski w malowniczo położonych Golubiach. Jego początki sięgają XVIII wieku. Wtedy to na północno-wschodnich obrzeżach wsi bogaty Niemiec - w odległości 300-500 metrów od sąsiednich zabudowań, pobliskiego lasu i jeziora - wybudował okazały dworek. Z żoną Karoliną wiedli dostatnie życie. Do momentu, kiedy wśród służby pojawiła się młoda kobieta i zawładnęła starzejącym się gospodarzem. Przeszkodę w osobie Karoliny postanowili usunąć rozgłaszając, że zwariowała. i trafiła do zakładu psychiatrycznego. Tymczasem uwięzili ją w piwnicach dworku, gdzie szybko dokończyła żywota. Miejsce pochówku nie jest znane. Skoro znikła przeszkoda - tragicznie zakochani pobrali się. Jednakże duch Karoliny nawiedzał obojga małżonków. Efekt: służąca trafiła do zakładu dla obłąkanych, zaś mąż wkrótce umiera w osamotnieniu. Okoliczna ludność, z szacunku do Karoliny, zaczęła to miejsce od 1818 roku nazywać KAROLINENTHAL czyli Dolina Karoliny. Nazwa - również w dokumentach urzędowych - przetrwała do końca II wojny światowej w 1945 r.

Na podst. Stanisława Mieńkowskiego

 

KAMIEŃ OFIARNY PLEMIENIA JĆWINGÓW

Legenda głosi, że nazwa wsi Stare Juchy wzięła się od słowa "jucha". Krew miała ściekać z ołtarza Prusów czyli wielkiego kamienia, który do dzisiaj zachował się w Starych Juchach.

Granitowy głaz znajduje się około 500 metrów na wschód od kościoła. Ma wysokość 1,5 m wysokości, 4 m długości, 3 m szerokości i 12 metrów w obwodzie. Legenda głosi, że w czasach przedkrzyżackich Jaćwingowie składali na nim ofiary swoim bogom. Od krwi ściekającej z ołtarza miała się wziąć nazwa wsi. Słowo "jucha" w staropolszczyźnie oznaczała zwierzęca krew. Głaz jest pomnikiem przyrody.

 

WISIELCZA GÓRA

Wbrew temu, co się może wydawać, ten obiekt nie był wytworem ludzkiej fantazji. Na mapie Prus Wschodnich barona Schrottera z 1800 roku znajdujemy koło Ełku punkt oznaczony słowem „Gericht”. Może on wskazywać miejsce, gdzie wydawano wyroki, a więc ową Wisielczą Górę.

Legenda pochodzi z czasów, gdy Ełk był jeszcze niewielką miejscowością, a Szyba była odrębną wsią. Jadąc drogą z Ełku do Szyby, tuż przed wjazdem do wsi droga zstępowała dość stromo w dół. Po lewej stronie wznosił się pagórek, który ludność nazywała Wisielczą Górą. Jeszcze w XVIII wieku stała tam bowiem szubienica, na której wykonywano wyroki na złoczyńcach. W połowie XIX wieku już tylko kilka karłowatych sosen samosiewów wskazywało miejsce jej dawnego usytuowania. Po 1870 roku i one zniknęły.

Kat mieszkał w lesie koło Nowej Wsi. Towarzystwa nie miał, ludzie go unikali, tak jak obchodzili szerokim łukiem i Wisielczą Górę. Nawet w karczmie miał zawsze zarezerwowany oddzielny stolik. Na łańcuchu wisiał kubek przeznaczony wyłącznie dla niego, a nóż do krojenia chleba tkwił wbity w drewnianą belkę. Gdy kat wraz ze swoim pomocnikiem pojawiał się w karczmie, gospodarz bez słowa stawiał przed nimi butelkę wódki i chleb. Obaj uraczeni alkoholem udawali się potem do swego katowskiego zajęcia.

Tradycja nie mówi, kiedy odbyła się ostatnia egzekucja na Wisielczej Górze. Z pagórkiem tym wiązało się jednak sporo przesądów i opowieści. Kawałek powroza czy koszula skazańca osiągał u starych Mazurów wysoką cenę. Od połowy XIX wieku egzekucji dokonywał już kat mianowany z Brandenburga, miejscowy i jego pomocnik wykonywali już tylko prace przygotowawcze. Od tego czasu egzekucje odbywały się na dziedzińcu sądu. który mieścił się w zamku na wyspie Jeziora Ełckiego. Zmarłych grzebali sami więźniowie na specjalnym cmentarzu dla przestępców w lesie potocznie zwanym „Borkiem", za jeziorem.

W miejscu, gdzie wznosiła się Wisielcza Góra, dziś już nie jest tak przejmująco jak  kiedyś. Obniżono je i splantowano. Między Ełkiem a Szybą powstały nowe dzielnice mieszkaniowe. Dziś to już jedno miasto i nikt już nawet nie wie, że kiedyś starzy Mazurzy przemykali przez tę okolicę z duszą na ramieniu.

Na podst. opracowania A. Szymańskiego

 

GÓRA TATARSKA

Kiedy Tatarzy wtargnęli do Prus (1656, 1657) i ciągnęli przez kraj, plądrując, mordując i paląc, oszczędzali jednak najsilniejszych mężczyzn, którzy wpadli im w ręce, by zabrać ich w jasyr. Po zdobyciu Ełku gromadę pojmanych mężczyzn Tatarzy zaprowadzili w pętach do najbliższego lasu, gdzie zamierzali na górze odpocząć i przenocować. Jednak przedtem urządzili pijatykę i łapczywie raczyli się zdobytymi trunkami, aż upojeni i wyczerpani runęli na ziemie i zapadli w głęboki sen. Tę chwilę wykorzystały wierne żony jeńców, przekradły się przez zarośla, przecięły więzy mężom i w ten sposób uwolniły ich z opresji. Wówczas ci pozabijali pijanych Tatarów ich własnymi mieczami i wrócili ze swoimi żonami z Góry Tatarskiej do Ełku.

 

Starostwo Powiatowe w Ełku

Realizacja: IDcom-web.pl